Ostatnio czas mija o wiele bardziej radośnie i przyjemnie. A wszystko przez to, że w końcu znalazłam towarzystwo! Wszystko zaczęło się od kuzynów Julii. Zaprosili mnie w sobotę na 19 urodziny do Willy'ego, kolejnego kuzyna. I tak się zaczęło pogłebianie naszej znajomości. Oprócz tego na imprezie poznałam też dużo osób w moim wieku i mam nadzieję, że utrzymamy znajomość. Długo będę pamiętać nocny spacer na plaży, ciepłe morze i spokój miasta. Następnego dnia ostatnio poznany Ali- Marokańczyk niestety nie pograł ze mną "w siatkówkę" (lub co innego tam planował robić, zawieźć mnie w odludne miejsce, poćwiartować i zjeść na obiad) i prawdopodobnie już nigdy się nie spotkamy, ale za to bardzo dobrze spędziłam tą niedzielę. Pogoda wyjątkowo była idealna do plażowania, a jak jeszcze miałam z kim pójść to już niczego więcej nie potrzebowałam. Od niedzieli codziennie razem chodzimy na plażę w to samo miejsce, gdzie plaża jest najbardziej piaszczysta, a 5 m od nas nie jeżdżą samochody, nie ma dużo ludzi, a wejście do morza jest królewskie. Cieszę się, że chcą mi pomagać z małą. Sama wolę z nią nie chodzić na plażę, bo trzeba mieć oczy dookoła głowy, co akurat problemem nie jest, ale nie chcę z nią dyskutować z moim przebogatym francuskim, kiedy obsypuje piaskiem sympatyczną panią, która siedzi obok. Mała złośnica na szczęście lubi swojego kuzyna i kuzynkę, a także ich znajomych, więc wspólnymi siłami dajemy sobie z nią radę. W dodatku w sobotę Marija założyła mi kartę w mediatece (dopiero teraz dowiedziałam się, że też ją mają w tym mieście), więc niedługo przeszukam cały budynek w poszukiwaniu chociaż jednej książki po polsku, a jak nie to zadowolę się krótkimi francuskimi, lub ulubionymi filmami po francusku.
Dzisiaj w łazience znowu spotkałam kolejnego obcego. Jaszczurkę. Wieczorem, kiedy chciałam się myć już jej nie było i zastanawiałam się, którędy wyszła. Niestety nie musiałam długo czekać, bo zaszczyciła mnie swoją obecnością pod prysznicem. Serce mi prawie stanęło, bo zaczęła krążyć, a ja miałam pianę na włosach. Przerażająca historia, ale na szczęście po wyjściu poprosiłam Jorge'a, żeby jako jedyny facet w tym domu pomógł mi się rozprawić z tym nieproszonym gościem. Muszę coś zrobić, bo moja cierpliwość się kończy i odwaga też ma swoje granice. Nie chcę następnym razem znaleźć węża lub pająka wielkości ręki. Wszystko przez to, że mieszkamy na skarpie i pierwsze piętro, które znajduje się pod parterem jest niżej, więc różne zwierzaki mają dobry dostęp do mojej łazienki przez okno.
Jak na właściwy czas przystało dzisiaj miałam sen. Ach! Co to był za sen! I to na czasie! Otóż śniły mi się wyniki matur. I to jak realnie! Z tym, że również bardzo realnie byłam nimi zawiedziona. 25% z rozszerzonej historii? 30% z angielskiego? Niee.. to się nie może sprawdzić. Ale panika jest. Jutro o tej godzinie... tfu. Za 12 godzin... za 15 godzin odbiorę telefon od mamy. Pewnie będę z małą na placu zabaw. Ciarki mnie przechodzą, gdy o tym pomyślę. W dodatku nie wiem dlaczego najważniejsze, przyszłościowe decyzje podejmuje w środku nocy. Na każdą uczelnię rejestrowałam się ok północy, wszystkie dane również wtedy wypełniałam. Jednak myślę, że są to dobre wybory. Koła ratunkowe jednak są. Musiało minąć kilka dni, żeby uświadomić sobie, że ok wybieram tą drogę, ale jak nie tu, to gdzieś indziej. Mam nadzieję, że dzisiejszy sen nie będzie koszmarem (o ile w ogóle jakiś sen będzie, bo mam dzisiaj babysitting- Portugalia gra z Hiszpanią, to wszystko wyjaśnia).
Dzisiaj w łazience znowu spotkałam kolejnego obcego. Jaszczurkę. Wieczorem, kiedy chciałam się myć już jej nie było i zastanawiałam się, którędy wyszła. Niestety nie musiałam długo czekać, bo zaszczyciła mnie swoją obecnością pod prysznicem. Serce mi prawie stanęło, bo zaczęła krążyć, a ja miałam pianę na włosach. Przerażająca historia, ale na szczęście po wyjściu poprosiłam Jorge'a, żeby jako jedyny facet w tym domu pomógł mi się rozprawić z tym nieproszonym gościem. Muszę coś zrobić, bo moja cierpliwość się kończy i odwaga też ma swoje granice. Nie chcę następnym razem znaleźć węża lub pająka wielkości ręki. Wszystko przez to, że mieszkamy na skarpie i pierwsze piętro, które znajduje się pod parterem jest niżej, więc różne zwierzaki mają dobry dostęp do mojej łazienki przez okno.
Jak na właściwy czas przystało dzisiaj miałam sen. Ach! Co to był za sen! I to na czasie! Otóż śniły mi się wyniki matur. I to jak realnie! Z tym, że również bardzo realnie byłam nimi zawiedziona. 25% z rozszerzonej historii? 30% z angielskiego? Niee.. to się nie może sprawdzić. Ale panika jest. Jutro o tej godzinie... tfu. Za 12 godzin... za 15 godzin odbiorę telefon od mamy. Pewnie będę z małą na placu zabaw. Ciarki mnie przechodzą, gdy o tym pomyślę. W dodatku nie wiem dlaczego najważniejsze, przyszłościowe decyzje podejmuje w środku nocy. Na każdą uczelnię rejestrowałam się ok północy, wszystkie dane również wtedy wypełniałam. Jednak myślę, że są to dobre wybory. Koła ratunkowe jednak są. Musiało minąć kilka dni, żeby uświadomić sobie, że ok wybieram tą drogę, ale jak nie tu, to gdzieś indziej. Mam nadzieję, że dzisiejszy sen nie będzie koszmarem (o ile w ogóle jakiś sen będzie, bo mam dzisiaj babysitting- Portugalia gra z Hiszpanią, to wszystko wyjaśnia).
Siostra Sony'ego Maeva. Urocza 8-latka, z którą od samego początku się polubiłyśmy. Zaproponowałam wymianę, z chęcią będę się opiekować dziewczynką, która mnie lubi tak jak ona i próbuje mnie uczyć po swojemu francuskiego. Zamiast mnie gryźć, rzuca mi się na szyje i daje buziaka. Dlaczego nie potrzebuje au pair?!
Cassy i Pablo razem z plażowym fotografem. Ciekawie obserwuje się pracę innych fotografów. Niezła praca na wakacje i w dodatku lubisz to robić. Tylko czy w ogóle ktoś przychodzi o odbiór tych zdjęć, które kosztują majątek?
Cassy i Sony. Moje zdjęcie mają, plażowego fotografa nie.
Ojej, co za koszmar;) Ja też zdawałam historię rozszezroną i właśnie z tego przedmiotu najbardziej się boję wyniku...Zobaczymy.
OdpowiedzUsuńA mecz musiałam oglądać, bo tata z bratem okupowali telewizor. Dobrze, ze chociaż Hiszpania wygrała;D
no u mnie nie dobrze, bo host jest Portugalczykiem.
OdpowiedzUsuńZa 12 godzin będziemy wiedzieć...