poniedziałek, 7 czerwca 2010

84. Doceniam niedziele.

Jak cudownie jest mieć dzień wolny. Dopiero teraz mogę naprawdę docenić niedzielę. Kiedyś w roku szkolnym oczywiście weekend był bardzo oczekiwany, ale jednak jeden wyjątkowy dzień bez pracy to zupełnie coś innego. Rano zabrałam się z rodzinką do kościoła na Mszę. Dzisiaj Priscilla- kuzynka Julii miała Pierwszą Komunię, więc obecni byli wszyscy krewni. A po uroczystości wszyscy pojechaliśmy na przyjęcie do ich domu. Domu radosnych Portugalczyków na każdym kroku tryskających humorem. Brat Jorga, bardzo zabawny częstował gości pysznym ponczem z różowego wina i grejpfrutów. I zatrzymał się przy mnie i mówi: -"nie nie, Ty pracujesz, nie mogę ci dzisiaj nalać" -"na szczęście dzisiaj mam wolne" -"ale na pewno jesteś za młoda" -"no niestety za miesiąc kończę 19 lat" -"nie nie i tak ci nie dam" Hahah. Oczywiście dał. Poznałam tam kilka kuzynek i kuzynów Julii w moim wieku. Dogadywaliśmy się po francusku i angielsku. Bardzo miło wspominam ten czas. Jednak chciałam spokojnie spędzić sobie wolny dzień i po 14 już mnie tam nie było. Szykowałam coś w ogrodzie, ale o tym wzmianka będzie w kolenych dniach. A po południu już błogi odpoczynek na plaży. Tradycyjnie pogoda nie była idealna, gdyż mam w końcu wolne. Wiał wiatr, a po dwóch godzinach w ogóle słońce przykryły chmury. Ale zdążyłam popływać w morzu, wysuszyć się i poopalać na słońcu i pojechać sobie na małą przejażdżkę do portu. Kilka obrazków z beztroskiej niedzieli:
Moja rodzinka z Priscillą

Julia w sukience, którą dostała ode mnie :)

Przeźroczyste morze, piaszczyste wejście i ciepła woda...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz