W końcu udało mi się popływać w morzu! Pogoda była idealna, tylko czas mnie gonił. Trochę poskakałam z aparatem, czego efektami są zdjęcia poniżej. W ramach Dnia Dziecka tato poprosił mnie o przetestowanie karty, więc zrobiłam małe zapasy jakby moja host mama już całkiem przestała gotować. Już się nieźle przejechałam na tym, że czekałam w niedzielę na pyszny niedzielny obiad, lub chociaż obiadokolacje, lub już nawet kolacje, ale jak się dowiedziałam, ona nie lubi gotować w niedzielę. Ok. Mogła mi przecież powiedzieć. Więc zaczynam się rozkręcać w kuchni, bo te "francuskie" dania, które z Francją mają tyle wspólnego, że we Francju KUPIONE! Tak, wszystko gotowe, tylko do odgrzania. Ok raz na jakiś czas można, ale nie codziennie! Więc zaczęłam od sałatki. Ale muszę podkręcić tempo, bo dzisiaj nawet kupnego-odgrzewanego nie będzie. I to dowiedziałam się przez przypadek. Więc kiedy ja, taki "niejadek" mówię, że z jedzeniem kiepsko, to naprawde jest kiepsko. Zaraz coś sobie upichcę, bo rodzice wychodzą jeść ze znajomymi.
Julia po południu wstała lewą nogą i to nie wróżyło nic dobrego dla naszej zabawy. Ale okazało się, że nie było tak źle. Na początku czas strasznie mi się dłużył, ale od podwieczorka poszło szybko. Obawiałam się ją brać na plaże, bo to groziło dużą ilością kaprysów i płaczu, ale na szczęście był tylko jeden związany z dmuchaną żyrafą na której skaczą dzieci. Mam propozycję. Zmniejszcie tą zabawke, albo schowajcie, bo za każdym razem kiedy jesteśmy na plaży ona mi z tego powodu ucieka. Dziękuję. W drodze powrotnej zachaczyłyśmy o plac zabaw i czas się wypełnił. Podsumowując dzisiaj znowu zrobiłam trzy zjazdy i trzy wjazdy pod góre.
Czy Francuzi nie obchodzą Dnia Dziecka? Jak dawałam Julii prezent (ciasteczka Hello Kitty- ona szaleje na punkcie tej kotki!) i pytam się: jaki jest dzisiaj dzień? Wtorek. Jaki dzień? 1 czerwca. I? I? Marije pierwszy raz slyszy, żeby obchodzić Dzień Dziecka 1 czerwca. Może to przez tą holenderską tradycję.
Ponadto podsumowując spaliłam sobie plecy. Zapomniałam je posmarować jak bwiłyśmy się z Julią i tak oto są całe czerwone.
Pierwsza meduza
Ja nie potrzebuje morza, zeby sie opalac ;p wystarczyla mi godzina nad rzeka z ksiazka w reku zeby miec czerwone plecy ; p
OdpowiedzUsuńwydaje mi sie, wiesz, ze masz wiecej pracy nic ja z moja fantastyczna 4 ;p ale dajesz rade to super :)
jaka rodzinka do Ciebie przyjezdza? mamo i tato czy jakas dalsza?
ja jade od pt do pon nad ocean wiec jestem szczesliwa!!
ps. widac, ze masz ladny i dobry aparat i sliczne zdjecia ;p
OdpowiedzUsuńpps. chyba tylko w Pl jest Dzien Dziecka, bo moi i Irl nic nie slyszeli o tym ;d za to ja, od mojej polskiej mamy dostalam mega internetowa kartke ;p
Ładnie tu u Ciebie:)
OdpowiedzUsuńPs.Z tego co pamiętam, to Francuzi zbijają sobie wszystkie święta w jedno, obchodząc dzień rodziny, bodajże w styczniu...