Dzisiaj mijają dwa tygodnie od kiedy tu jestem. Całkiem szybko to minęło. Pewnie następne 14 tygodni też minie niewiadomo kiedy. Można uznać, że początkowy etap mam już za sobą. Wszystkie pierwsze razy jako au pair chyba mam zaliczone. Odprowadzania, odbierania z przedszkola, samodzielne chodzenie na plac zabaw, plażę, przebieranie, karmienie, usypianie, kąpanie, wizytę u lekarza, babysitting itd. Już dawno nie gubię się w mieście. W dodatku z jedzeniem nie jest tak źle. Sprawnie posługuję się w tajnym języku porozumiewania się z dziećmi. Bo przecież jak dziecko mówi doo-doo, to nie znaczy że chodzi mu o cin-cin, ani bi-bo. Mały słowniczek: doo-doo- to przytulanka bez której nigdzie nie można się ruszyć, a jej zgubienie gwarantuje nieprzespane noce, na szczęście jeszcze tego nie doświadczyliśmy, doo-doo się nie gubi. Cin-cin- to smoczek. Bi-bo- skrót od biberon, czyli butelka dla dziecka. Bo-bo- to zranienia, coś w stylu naszego ała. Crèche- to żłobek, przedszkole. Square- to skwer, ale tak mówimy jak idziemy na plac zabaw.
Dzisiaj zostają dokładnie 99 dni do końca. Nie będzie tak źle. Po "studniówce" czas leci bardzo szybko. W dodatku wczoraj wieczorem przyjechali rodzice Marije z Holandii: Oma i Opa. Tak dziadków można odróżnić od Mami i Papi od strony Jorga. Bardzo sympatyczni ludzie. W dodatku Julia częściej mi schodzi "z rąk", bo z Oma i Opa jest taka fajna zabawa. Myślałam, że ich przyjazd coś zmieni w wieczornych eskapadach rodziców, ale niestety wyszli razem z nimi. Oby mała już nie budziła się do 15 min.
Póki co ustał jej płaczliwy stan, aczkolwiek wole nic więcej na ten temat nie mówić, bo jak powiedziałam, że z jedzeniem się poprawiło, to dzisiaj znowu zostałam na lodzie z lunchem i kolacją. Bo w lodówce przecież "nic nie ma". Ale jak zwykle coś wymyślę.
Podsumowując jeszcze ostatnie dwa tygodnie, przestałam być polskim białasem, aczkolwiek polskiej flagi też na szczęście nie przypominam. Oczywiście słoneczko z umiarem, kremik, kapelusz itd. Ale cieszę się, że powróciły pocałunki słońca- piegi.
Dzisiaj zostają dokładnie 99 dni do końca. Nie będzie tak źle. Po "studniówce" czas leci bardzo szybko. W dodatku wczoraj wieczorem przyjechali rodzice Marije z Holandii: Oma i Opa. Tak dziadków można odróżnić od Mami i Papi od strony Jorga. Bardzo sympatyczni ludzie. W dodatku Julia częściej mi schodzi "z rąk", bo z Oma i Opa jest taka fajna zabawa. Myślałam, że ich przyjazd coś zmieni w wieczornych eskapadach rodziców, ale niestety wyszli razem z nimi. Oby mała już nie budziła się do 15 min.
Póki co ustał jej płaczliwy stan, aczkolwiek wole nic więcej na ten temat nie mówić, bo jak powiedziałam, że z jedzeniem się poprawiło, to dzisiaj znowu zostałam na lodzie z lunchem i kolacją. Bo w lodówce przecież "nic nie ma". Ale jak zwykle coś wymyślę.
Podsumowując jeszcze ostatnie dwa tygodnie, przestałam być polskim białasem, aczkolwiek polskiej flagi też na szczęście nie przypominam. Oczywiście słoneczko z umiarem, kremik, kapelusz itd. Ale cieszę się, że powróciły pocałunki słońca- piegi.
To jeszcze z urodzin Marije.
I mała aparatka na obcasach.
widzisz, ja zaraz sprawdze ile mi zostalo ;p oo 105 dni do konca, hm. a mi w ndz stuknely 3 tygodnie ach. ale bylam na wakacjach, wiec milo czas spedzilam, skad wogole jestes w Polsce??
OdpowiedzUsuńświetnie się czyta, mała wygląda jak aniołek, ale wiem pozory mylą =) ja też mam pod opieką 2-latkę. U nas smoczek to 'bajdi' albo 'binki'. Współczuję tych nocy z nią, a czy ona śpi ze smoczkiem? Moja bierze smoczek i śpi jak zabita. Czasme oczywiście zdarza się że się obudzi z płaczem, wtedy biorę ją na dół i oglądamy razem tv, daje jej mleko i po kilku minutach mówie że jest środek nocy, wszyscy śpią (brat, siostra).. to w końcu ona też idzie z powrotem :P za to jej ojciec gra na gitarze i to działa w 100% i ona zasypia w sekundę! Ja niestety nie umiem grać :P śpiewać też nie śpiewam bo jak raz zaśpiewałam, to się zaczęła drzeć jeszcze bardziej ;-) może daj jej ciepłe mleko przed spaniem?
OdpowiedzUsuńśpi ze smoczkiem, ma w łóżeczku butelkę z wodą. Przed snem pije mleko z miodem. Już śpi jak zabita, ale jak miała tą afte i źle się czuła to co chwilę się budziła. Ale już chyba będzie dobrze :)
OdpowiedzUsuńA Ty piszesz bloga? I gdzie jesteś au pair w ogóle?
ja jestem w USA, ale w lipcu koniec mojego roku i wracam do PL ;-) bloga nie piszę, a oprócz 2-latki mam jeszcze dwójkę starszych dzieci ;P tak poza tym w USA oni dzieci w tym wieku nazywają 'terrible two' więc coś w tym musi być ;P
OdpowiedzUsuń