wtorek, 1 czerwca 2010

79. Zmiana frontu.

Całkiem przyjemnie zaczął się ten tydzień. Sytuacja z Małą Złośnicą trochę się ustabilizowała (jeżeli w ogóle można mówić o jakimś ustabilizowaniu z dwulatkami). Od rana wchodziła mi na kolana, wołała A-ka-taa. Przed wyjściem do przedszkola mogłam jej spokojnie pomóc umyć zęby, ubrać buciki, nawet nie płakała za mamą jak wyjeżdżałyśmy rowerem. Do ok 14 miałam dużo wolnego. O 12 tylko odebrałam ją z przedszkola, nie weszłyśmy od razu do domu, tylko chwilkę pobawiłyśmy się w ogrodzie. Dopiero później weszłyśmy do środka i nawet nie zauważyła mamy. To dobry znak. Marije położyła ją spać i miałam następne dwie godzinki wolnego. Ale to czego się najbardziej obawiałam miało nadejść. Ale było bardzo fajnie. Oczywiście nie obyło się bez ekscesów, jak mama chciała pracować i zamknęła się w domu, to była oczywiście czarna rozpacz, ale szybko udało mi się odwrócić jej uwagę i zająć zabawą. Robiłam za konika i komika. Ale jak widziałam, że to działa to nie miałam z tym problemu. Wczoraj było ciepło, ale bardzo wietrznie. Co jakiś czas strącał nam tablice z kredą i miałyśmy następne zajęcie, żeby powstrzymać wiatr od robienia szkód. Podwieczorek i wyjazd na plac zabaw. Wszystko bez żadnego miałknięcia. Ważne jest, żeby coś mówić. Chociażby proste słowa, ale żeby mogła na nie zareagować. Udaje mi się to. Chociaż i tak podziwiam małą. Mama- Holenderka mówi do niej często po niderlandzku, tato- Portugalczyk rzuci czasami jak jest portugalskim, ja jak sie wkurze to powiem coś po polsku i angielsku, a mała mówi po francusku. Ok 18 spotkałyśmy się z Marije pod campingiem, do którego przyjedzie moja rodzinka w połowie czerwca. Ona tam pracowała i bardzo polecała akurat ten obiekt. Ale jest naprawde bardzo fajny. Facet z obsługi wziął nas do samochodziku i oprowadził po campingu i pokazał domek dla nas. Wieczorem zrobiliśmy naradę rodzinną i dzisiaj pojadę zarezerwować. Teraz czekam, aż pralka skończy prać, wywieszm pranie i jadę w długą do sklepu i na plażę. Dzisiaj Marije zawiozła Julie do przedszkola, bo jechała do St. Tropez, więc mam dłużej wolne. Zamierzam popływać dzisiaj w końcu w morzu. Pogoda jest o wiele ładniejsza niż wczoraj. Nie wieje tak mocny wiatr, a na niebie nie widać ani jednej chmurki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz