Dzisiaj była długa noc. Babysitting odbyło się dosłownie. Na początku jeszcze było spokojnie, rozmawiałam z rodzicami i znajomymi, zrobiłam kolacje i nawet pierwszy płacz i obudzenie nie było takie straszne. Zaśpiewałam jej i zasnęła. Niestety historia zaczęła się powtarzać i nie skończyło się tylko na jednym razie. Myślałam, że o 23 już będzie koniec i mogę iść spać. Już gaszę światło i układam się w pozycji horyzontalnej i... znowu płacz. Za dziesiątym razem już zostałam tam, usiadłam na podłodze obok łóżeczka i mruczałam jakieś kołysanki. O 1.30 poszłam spać. Hostów jeszcze nie było. W dodatku mocno wiał wiatr i trzaskał okiennicami. Trzeba naoliwić jej drzwi, bo strasznie skrzypią. Ale wkurzałam się w myślach na hostów, bo kto to widział balangować w środku tygodnia? I dzisiaj rano są tego skutki. Marije śpiąca, Jorge odsypia, Julia znowu nie w sosie. Pojechałyśmy po śniadaniu na plac zabaw (dzisiaj środa, więc nie ma szkoły i przedszkola), ale cały czas była marudna, śpiąca i jak wracałyśmy rowerem pod górke to mi zasnęła. Może pośpi dłużej.
W południe sytuacja się rozwiązała. Już wiadomo skąd to złe samopoczucie. Mała chyba jest przeziębiona, wychodzą jej zęby, albo ma aftę. Nie chce jeść, ma "biały" język, wczoraj wieczorem miała ponad 38 stopni. Na szczęście w domu jest mama i tato i już nie mam problemu z tym, że musze być obecna w każdym jej ruchu i sekundzie. W dodatku Marije nie miała dzisiaj dużo pracy, więc da się to przetrwać.
Po południu pojechałyśmy do apteki, zrobiłyśmy zakupy i zarezerwowałyśmy mobile home dla moich rodziców i rodzeństwa. Za dwa tygodnie tu będą! Tymczasem w niedziele jest tutaj Pierwsza Komunia i jakaś kuzynka od strony Jorga też przystępuje i w dodatku zaprosili mnie na przyjęcie, więc przyjdę razem z nimi, poznam rodzine, może będą jacyś ludzie w moim wieku. Ale na pewno też pójdę na plaże, bo zapowiadają piękną pogodę. W poniedziałek natomiast Marije ma urodziny, więc upiekę ciasto i zrobimy małą niespodziankę.
Julia już jest w objęciach taty, więc można odetchnąć po baaardzo płaczliwym dniu. Dzisiaj pierwsza wypłata. Co prawda jeszcze nie spłynęła, ale niebawem powinna spłynąć.
W południe sytuacja się rozwiązała. Już wiadomo skąd to złe samopoczucie. Mała chyba jest przeziębiona, wychodzą jej zęby, albo ma aftę. Nie chce jeść, ma "biały" język, wczoraj wieczorem miała ponad 38 stopni. Na szczęście w domu jest mama i tato i już nie mam problemu z tym, że musze być obecna w każdym jej ruchu i sekundzie. W dodatku Marije nie miała dzisiaj dużo pracy, więc da się to przetrwać.
Po południu pojechałyśmy do apteki, zrobiłyśmy zakupy i zarezerwowałyśmy mobile home dla moich rodziców i rodzeństwa. Za dwa tygodnie tu będą! Tymczasem w niedziele jest tutaj Pierwsza Komunia i jakaś kuzynka od strony Jorga też przystępuje i w dodatku zaprosili mnie na przyjęcie, więc przyjdę razem z nimi, poznam rodzine, może będą jacyś ludzie w moim wieku. Ale na pewno też pójdę na plaże, bo zapowiadają piękną pogodę. W poniedziałek natomiast Marije ma urodziny, więc upiekę ciasto i zrobimy małą niespodziankę.
Julia już jest w objęciach taty, więc można odetchnąć po baaardzo płaczliwym dniu. Dzisiaj pierwsza wypłata. Co prawda jeszcze nie spłynęła, ale niebawem powinna spłynąć.
Mój widok z pokoju na ogród.
oja < 3 widoczek masz boski, nie ma co, tez mam na ogrod, ale mamy plac zabaw wiec nie tak ladnie jak u Ciebie. Ja pracuje hm jakies 7-8 godzin dziennie i weekendy mam wolne, czw jestem prawie caly dzien sama z dziecmi, bo w czw mama chodzi do pracy.
OdpowiedzUsuńdzisiaj u nas sliczna pogoda, mam nadzieje ze sie utrzyma do wtorku lub przynajmniej konca tygodnia.
mojemu bobasowi 14mc tez sie wyrzynaja zabki i placze po nocach... ale moje jak zasna i musze no siedziec w domu, to mam spokoj, nic sie nie dzieje na szczescie :)