sobota, 5 czerwca 2010

83. Plusy minusy

Kiedy rano nie słychać płaczu zapowiada się lepszy dzień. Tak było i tym razem. Jednak przez ostatnie noce dawała czadu. Ja nie wiem jak można tak długo płakać, skoro nawet nie widać żadych zmian. Może dlatego, że nie widać... Wczoraj rodzice wrócili o 0:30, Julia spała razem ze mną w łóżku. Dzisiaj w nocy wrócili przed 3. Wysłałam im smsa przed 2, bo Julia wypluwała już sobie płuca z płaczu, ja próbowałam wszystkiego i nic nie pomagało. W końcu sama wzięła mnie za rękę, żebym zaprowadziła ją do łóżeczka i zasnęła ze zmęczenia. Zastanawiam się czy, by nie ustalić zasad odnośnie babysitting? Na przykład maksymalnie dwa razy w tygodniu. Chociaż po dzisiejszym po południu stwierdzam, że dla takich atrakcji to mogę się poświęcić tych kilka nocy. Najlepszym sposobem będzie relacja fotograficzna. Ja już się cieszę wolnością.




Przed południem spędziliśmy miło czas razem z Kassie i Pablo na placu zabaw i na mieście.


Wiecznie spokojny Pablo
Grzeczniutki aniołek z różkami...


Niesamowicie szybko zmieniająca się pogoda.


Moja "ciężka" praca. Marije powiedziała, żebym pochwaliła się jak ciężko muszę pracować. No... żeby było tak "ciężko" naprawde czasami trzeba przejść przez piekło.


W willi znajomych Marije w La Croix Valmer niedaleko Cavalaire.


Ich syn.




Wyników mojej popisowej potrawy nie mogę opublikować, bo nawet ona mnie zawiodła. Tzn nie ona, wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy kupili odpowiednie ciasto. Ciasto francuskie a nie kruche!!! Kryzys gotowania. Już nawet przestaję być głodna.

1 komentarz:

  1. fajni znajomi nie ma co i ciesz sie, ze ma kto Ci robic zdjecia, bo jak sobie zrobe to swieto :D

    OdpowiedzUsuń