poniedziałek, 26 kwietnia 2010

68. Hura, hura za tydzień matura!

Co za cudowne uczucie! Nie mieć zobowiązań wobec szkoły. Nie mieć na karku ani jednego sprawdzianu, zaliczeń, prac, odpowiedzi, kartkówek. Teraz możemy przyjść z własnej woli, żeby indywidualnie poćwiczyć, zapytać, posłuchać, a nauczyciele z całego serca jeszcze chcą nam pomóc. Może ten obrazek szkoły zapamiętam najlepiej. I nawet ten kredyt zaufania od pani z polskiego... Może jeszcze bardziej pozwoli mi umocnić swoją wiarę w siebie i wykorzystać wszystkie pokłady i możliwości umysłu w czasie pisania matur. 
Ciekawy obrazek z dzisiejszej historii: dwie osoby na lekcji, pani rozdaje arkusze maturalne, a reakcja mojego organizmu na to wydarzenie jest wręcz podręcznikowa: krwotok z nosa. Nie polecam 17 maja! Po kilku minutach pani przybiega ratować mnie w szkolnej łazience. Na szczęście przeszło. I mogłyśmy kontynuować :)
To już za tydzień. A ja dziwnie nie panikuję. Przecież doświadczałam już w latach swojej edukacji sytuacji stresowych, najbardziej pomagała mi w tym muzyczna. Oczywiście adrenalina rośnie i oby nie przestawała, bo przecież jest dobrym czynnikiem mobilizującym, ale myślę, że uda mi się zachować granicę. 
Od wczoraj ze swoim najmłodszym rodzeństwem słucham przeboju maturzystów. Piosenką robi furorę. Mała Potomka wygina śmiało ciało, a w śpiewaniu pomaga jej Król Karol. 
Do posłuchania: 

A ja w ramach odstresowania bądź innej metody nauki skaczę i zostawiam stres obok siebie





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz