wtorek, 23 listopada 2010

uchwycona szansa.

Dostałam szansę. Wiele pytań otrzymało odpowiedzi. Pogląd po ostatnich doświadczeniach w opiekowaniu się dziećmi zmienił się o 180 stopni. Pozytywnie! Dziewczynka czekała na mnie w drzwiach, rzuciła mi się na szyje (nie wiem jak udało jej się na nią wskoczyć) i wydaje mi się, że od razu się polubiłyśmy. Zresztą dużo mówiła jak cieszy się, że ma nową opiekunkę i chce żebym często do niej przychodziła. Rozbroił mnie tekst, kiedy zapytała: "To w której ty jesteś klasie na tych studiach?", mówię: "w pierwszej", na to ona: "O! to długo ze mną będziesz!" :) Pobawiłyśmy się i później bez problemów położyłam ją spać. Co prawda po przeczytaniu czterech rozdziałów "Mikołajka" chciała zadawać jeszcze milion pytań. Jakie mam szczęście! Od razu poczułam się potrzebna. Teraz czekam na telefon od nich, kiedy znowu szykuje się jakieś popołudnie lub wieczór (a nawet noc, bo ostatnio wyszłam z ich domu ok. 2:30 i wracałam samochodem we mgle- niezapomniane przeżycia). Jej mama jest trochę dziwna. To, że nie chciała się spotkać wcześniej i zostawia mnie od razu z małą na tak długo, nie pozwala sądzić mojej mamie, że jest odpowiedzialna. Dziwnie. Rozmawiała ze mną, jakbyśmy się znały już od dawna. Pokazała mi mieszkanie, opowiedziała kilka rzeczy, kiedy mam położyć małą spać, gdzie co jest, żeby zrobić jej kakao, o której wróci, a o reszte sama pytałam. Mówiła, że będziemy w kontakcie, że będzie mnie potrzebowała popołudniami kiedy pracuje w teatrze i nie ma kto zaprowadzić i poczekać z małą na balecie. Więc czekam na telefon. Tato- Francuz zachowuje dystans. Zapytał mnie o numer telefonu więc mu podyktowałam po francusku. A co! 
Kolejny raz podjęłam ryzyko i mi się udało. Zobaczymy co będzie dalej, ale jestem dobrej myśli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz