czwartek, 14 października 2010

Wierzę w ludzi.

Nie spodziewałam się, że ograniczenie do 300 znaków to tak mało. Pierwsze krótkie teksty informacyjne na zamówienie wykładowcy oddane. W poniedziałek okaże się czy dobrze dobrałam tematy, zawarłam potrzebne informacje i czy ogólnie jest w porządku czy do kosza. Na studiach nadal mi się wszystko podoba. Już nawet na filozofii byłam cały czas w temacie i rozumiałam, że według pewnego filozofa nie można mówić o przyszłości i przeszłości, bo to by było coś czego nie ma, czyli byłoby niebytem, a niebytu nie ma. I istnienie tego i tamtego też jest niemożliwe, bo są niebytami, a niebytów nie ma itd. Niektórzy wymiękali, dookoła tylko klikali klawiaturami w komórkach, słuchali muzyki i maślanymi oczkami prosili o notatki. To jest coś czego nie lubię. Pasożytnictwo notatkowe. Człowiek się skupi, zrobi notatki w pokaźnej sumie i jakości, a ktoś to zwyczajnie skseruje, bo bimbał sobie przez cały wykład. O nie. Nie ze mną te numery. Nie zakładam z nimi porozumienia i sojuszu notatkowego. To jest moja forma nauki. Jak ja nie zapiszę sobie tego, to nawet kserówka mi nie pomoże. Nie mam zamiaru nikogo wyręczać. Może jestem brutalna i "nieżyciowa", ale mam swoje zasady. 
Kolejny nowy przedmiot socjologia bardzo przypadł mi do gustu. A raczej sposób w jaki się o niej uczymy. Trzy-godzinny wykład minął w tak szybkim tempie! Myślę, że jest to duża zasługa wykładowcy, który jest nawiasem mówiąc dziennikarzem, reporterem i każe nam mówić do siebie po imieniu (chociaż jest dr), ale ja jakoś nie mogłam się przemóc. Mówi o badaniach socjologicznych w taki praktyczny sposób, dla dziennikarzy, aż chce się słuchać i dyskutować. 
Ostatnio przechodzę na drugą stronę. Nie mówię tu o przechodzeniu do innego świata, ale zmianie swojego życia. Oczywiście wiąże się to też z tym, że zaczęłam studia. Ale głównie chodzi o relacje z ludźmi, zastanowieniu się co jest w tej chwili ważne, podjęciu kilku ważnych decyzji, trzymaniu swojego rozwoju w swoich rękach, oddaniu się marzeniom i próbom ich realizacji, uczę się pewności siebie i bycia dobrym człowiekiem. 
Wierzę w ludzi! Teraz wiem, że idąc ulicą można mieć wypadek, zasłabnąć, spaść ze schodów, a nie zostanie się porzuconym samemu sobie. Ludzie podbiegną ze wszystkich stron. Ci co widzieli ciebie jak upadałeś z tyłu, z przodu, z boku, ci co tylko usłyszeli. Podbiegną i zapytają jak się czujesz, co ci jest, czy mają zadzwonić po pogotowie. Myślę, że tak jak my byśmy się zachowali w takiej sytuacji, tak mogą potraktować nas kiedyś, kiedy będziemy w potrzebie. Zbiegliśmy się do starszej pani. To były głównie młode osoby, przed lub po trzydziestce. Pan zadzwonił po pogotowie, pani poszła kupić butelkę wody, ja czekałam z inną panią przy leżącej poszkodowanej. Kiedy udało jej się usiąść i nawiązałyśmy rozmowę, powiedziała, że ma wnuczkę w moim wieku. Wie, że też zrobiłaby to dla niej i bardzo podziękowała, chociaż przecież nie miała za co! To był odruch. Oby ludzie mieli takie dobre odruchy w pomaganiu i dostrzeganiu innych.
*
Dawno temu, za górami i lasami przybył na ziemię pewien anioł.
Przyszedł nie dla swojej przyjemności, ale żeby pomagać innym w przezwyciężaniu trudności.
Jednak po jakimś czasie sam popadł lekko w kłopoty, bo nikt go nie uważał za anioła i nie chciał słuchać.
Widząc to miłościwy Bóg posłał następnego anioła.
A gdy tamten też zaczął mieć problemy, wysłał kolejnego.
Czy wiesz, że w ten sposób zaludniła się cała ziemia?
Posłuchaj anioła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz