Maraton ukończony z pięknym wynikiem na sam koniec. Miły, budujący akcent, który pozwala bez skrupułów zacząć wakacje. Wakacje, co to za wakacje jak łzy aniołów leją się na nas strumieniami. Zresztą jak przez cały maj. Nie było matury, na którą bym szła bez parasola. A tymczasem jest już po. Wyjazd w nieznane zbliża się wielkimi krokami. Zbyt wielkimi. Mam wrażenie, że stumilowymi. Z jednej strony nie mogę się doczekać, w końcu drzemie w mojej duszy mały, ciekawy świata podróżnik, który ma zapędy autostopowe i afrykańskie, tęsknię za słońcem, a tam go nie brakuje, ale z drugiej strony to 4 miesiące, to wiele ważnych wydarzeń bliskich mi osób, na których mnie nie będzie fizycznie, bo oczywiście duchowo będę na pewno! To 4 miesiące w całkowicie obcym miejscu i wśród innych ludzi, innego języka. Ale przecież chcę tam pojechać. Chcę się nauczyć francuskiego i dokonam tego. Będzie ciężko, ale nie jestem w końcu małą dziewczynką. Czas się usamodzielnić i wziąć życie w swoje ręce.
Byłam w stanie przebrnąć przez matury. Nie byłam sama. A więc teraz dam radę wytrwać na obczyźnie. I również nie będę sama. Taką mam nadzieję.
Byłam w stanie przebrnąć przez matury. Nie byłam sama. A więc teraz dam radę wytrwać na obczyźnie. I również nie będę sama. Taką mam nadzieję.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz