wtorek, 5 lipca 2011

na grafikę by się szło..

Jeszcze kilka godzin temu powietrze było nasycone sukcesem. Podskakiwałam w deszczu z parasolką i podśpiewywałam partię wiolonczeli do piosenki, która dźwięczała mi w uszach. To szok, że dostałam się do II etapu rekrutacji na grafikę. Mój projekt robiony kilka nocy, równocześnie z zaliczeniami w czasie sesji, nie był mistrzostwem świata. Właściwie to wstydziłam się trochę za niego. Szczególnie za plakat karmy dla psów. A tutaj mam iść na rozmowę kwalifikacyjną, która będzie m.in. dotyczyła uzasadnienia projektu. I mogłam obronić ten żałosny plakat. Wyjaśnić sens odwracania psów do góry nogami. Mogłam nie mówić, że nie lubię psów. W sumie wydaje mi się, że całkiem nieźle wytłumaczyłam złą reklamę i swoje claimy dla banku. Właściwie to byłam całkiem wyluzowana. Zobaczyłam w komisji moich dwóch wykładowców. Od razu raźniej. Ale jak siedzi się przed siedmioosobową komisją męską, ciężko jest być pewnym siebie. Zwłaszcza, kiedy wyświetlany jest mój projekt na całej ścianie. Nie mam słów. 20 lipca okaże się czy ustrzelono inne ofiary, czy ja zostanę ofiarą. Na nic nie liczę. Wolę zniknąć. 

Aparat w naprawie. Trzeba czekać 3 tygodnie. Pochłonie mi moją kolejną pensję. Czy naprawdę mam nie jechać nigdzie na wakacje? A swoją drogą tęsknię za popołudniami. Dzieci już powoli zaczynają mnie męczyć. Przydałyby się prawdziwe wakacje. Chcę przestać biegać. Gonić. Nie spać. Nie jeść. Nie czytać. Nie robić zdjęć.   

1 komentarz:

  1. Niektóre szanse trafiają się tylko raz w życiu... Może warto spróbować czegoś nowego? Co jest do stracenia...?

    OdpowiedzUsuń