wtorek, 19 lipca 2011

20 lat i 6 dni.

Powietrze słodko pachnie letnim deszczem. Spada na mnie jedna z ostatnich kropel kończących dzisiejszy spektakl. Patrzę na niebo ubrane w malownicze kolory zachodzącego słońca. Po pracy mogę znów bezkarnie projektować w swojej głowie. Jestem daleko stąd. Gdzieś pomiędzy białą kartką, ołówkiem i milionem barw, które planuję użyć. W wyobraźni tworzę moje nowe mieszkanie. Wyposażam swój nowy pokój, którego jeszcze nawet nie widziałam na oczy. Wyobrażam sobie przyszłość. Jutro o 15.01. Za 3 miesiące. Za 4 lata. Za 8 lat. Za 10 lat. Dalej wolę nie patrzeć. 


Zapragnęłam poruszyć swoje zdjęcia. Zatrzymywanie ulotnych setnych sekund mi nie wystarcza. Dlatego zatrzymuję momenty. Zbieram je. Te najprostsze. Te najpiękniejsze. 


Powróciły cudowne dreszcze przy czekaniu na odpowiedni moment. Nie swoim aparatem, ale swoim obiektywem. Tak bardzo za nimi tęskniłam. 
 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz