środa, 22 grudnia 2010

przedświątecznie.

Całkiem nieźle napisane kolokwium z kultury języka, spore zamieszanie związane z moim komentarzem odnośnie reakcji mediów na opublikowany ostatnio wywiad z Papieżem, wizyta w liceum i ciekawe nowości. Ponoć studiuję za granicą. Tak mówią. 
W poniedziałek wykładowca był strasznie przejęty pewnym komentarzem, aczkolwiek nie był on zły, gdyby nie to, że tak "obsmarowałam" dziennikarzy. Jestem bardzo zadowolona, że nastąpił taki odzew. Tytuł też był prowokujący, ale niestety nie zmieścił się w ramach aż takiego zaciekawienia i zaskoczenia. Trudno jest przyjąć do wiadomości, że ktoś ma takie poglądy i może nawet chcieć pisać Papież wielką literą. Misja spełniona.
Kolokwium poszło gładko. Nie mam się o co obawiać. Gorsze dopiero przede mną. Taka filozofia i współczesne systemy polityczne. To będzie pogrom. Już niedługo sesja nabierze innego wymiaru. Na pewno nie będzie tam ani jednego aparatu, ani nawet choćby skrawka kliszy czy czułości,  nie wspominając już o głębi ostrości. Ale jeju, nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy chcieć i robić wszystko co w swojej mocy. 
Odwiedziłam dzisiaj nauczycieli z liceum. Jakoś tak mnie tknęło i zatęskniło się za tą świąteczną atmosferą w szkole. Przy okazji wyleczyłam się z poczucia, że jestem tam niemile widziana. Już na wejściu jedna spotkana nauczycielka pyta jak tam mi jest za granicą we Francji, bo przecież tam studiuję. Ciekawych rzeczy można się o sobie dowiedzieć. Spotkałam swoją wychowawczynię z pierwszej klasy, która zawsze poświęcała nam więcej uwagi niż tak ostatnia, dla której byliśmy powietrzem. Spotkałam panią od historii, która wydała się nie pamiętać jak mi poszła matura z jej zacnego przedmiotu, w ostatnim momencie udało mi się porozmawiać i podziękować polonistce. Ta akurat pamiętała wyniki i była z nich bardzo dumna. To były naprawdę miłe rozmowy, chociaż zaczynały się od zdania: "a co teraz robisz? gdzie studiujesz" i kończyły się życzeniami dobrze zdanej sesji. 
Kolędy zaczynają się odbijać nie tylko w uszach, ale także w palcach. To fenomen, że nie ćwicząc prawie wcale w ciągu roku (z wyjątkiem ślubów), wyciągam skrzypce w grudniu i dalej potrafię grać. Może nie jakoś koncertowo, ale tak naprawde z serca. To buduje.
Teraz jestem już w domu ze swoją rodzinką. Czuć święta, chociaż masa rzeczy do zrobienia. Jestem ciekawa miny Małej Potomki w czasie ubierania choinki. 
Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata 
i wyciągasz do niego ręce, 
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, 
jest Boże Narodzenie.
 
Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez ciebie,
Zawsze wtedy, 
jest Boże Narodzenie. 

1 komentarz: