środa, 1 lutego 2012

Mogę.

Jak dobrze. Odsłaniam szerzej chusto-zasłonkę. Mam południowe okna. Słońce na okrągło. Cudownie. Ciepło. Jeszcze cieplej. Nawet nie wiem czy na dworze jest -10 stopni czy -20. Mogę sobie siedzieć w białym mieszkanku, czytać książkę wtulona w kilka miękkich poduszek. Mogę rysować na tablecie patyczkowate ludziki. Mogę robić dziewczynie logo, bo lubię jej zdjęcia. Mogę słuchać muzyki i zastanawiać się czy upiec dzisiaj czekoladowe babeczki czy zrobić inny deser. Mogę wyszukiwać przepisy i je w końcu realizować. Lub podgrzać pierogi, bo jeszcze zostały w lodówce. Też mogę. I mogę jeszcze pić kawo-kakao, lub herbatę z gloggiem, chociaż to może nie wypada. Mogę. I wyjść z domu bez malowania się, ale za to z ładnymi włosami. Przecież nikt mnie nie zna. A jak zna to i tak wie, że inna nie będę. Nie zna mnie inną niż jestem. Mogę w końcu wywołać zdjęcia i ładnie powiesić je na ścianie. Mogę zaparzyć lawendę, bo w końcu znalazłam w sklepie zielarskim. Mogę w końcu napisać, że to wszystko mogę. I jest mi z tym cudownie. I w dodatku mogę to zrobić dzisiaj. Dlatego ten dzień jest taki piękny. Chociaż ten jeden.