środa, 6 kwietnia 2011

do francji zawsze.

Wyjechałam na ferie po feriach. Wszystko bardzo dobrze się złożyło. Narty po sezonie we Francji? Świetna propozycja. Miała to być inna alternatywa dla Paryża, do którego i tak zawsze można jeszcze pojechać. SuperDevoluy okazał się genialnym miejscem do przekrzywienia jeszcze czasu i złapaniu zimy za nogi. Dosłownie. Przyjechaliśmy na miejsce i wieczorem było +14 stopni i dowiedzieliśmy się, że na górze jest śnieg i możemy spać spokojnie. Pojeździmy i wyszalejemy się. Trochę nie chciało mi się wierzyć. Wszędzie było już zielono. Następnego dnia wybrałam spacer do małego miasteczka Saint Entienne en Devoluy, które znajduje się 4 km wijącą drogą w dół. W drodze powrotnej zaczął padać deszcz ze śniegiem. Moim największym sukcesem i powodem do radości było złapanie swojego pierwszego stopa! I to gdzie?! We Francji! 
Następnego dnia już wybrałam się na stok, przekonać się na własne oczy, że gdzieś jeszcze jest śnieg.
Nie musieliśmy się już o niego martwić. Zastanawiałam się tylko dlaczego nie topnieje. Było momentami naprawdę gorąco. Warunki były idealne! Puste stoki, świetnie przygotowane trasy, dobra widoczność. Raj dla narciarzy i snowboardzistów.
 

 
Do tego raj dla oczu. Spoglądanie na świat z góry. Bycie ponad chmurami.





 

Domek w którym mieszkaliśmy. Wyjechaliśmy w 16 osób i zapłaciliśmy naprawdę małe pieniądze za taki dobry wyjazd.

Do Francji mogę jeździć zawsze. A jeżeli jeszcze wiem, że będę w miejscu oddalonym o ok. 150 km od Nicei, Marsylii; 60 km od pól lawendowych, jeziora Lac de Saint Croix - pakuję się w 5 sekund i z niecierpliwością czekam na moment przekroczenia granicy. 
Croissanty na 2500 m n.p.m smakują jeszcze lepiej!

 
Pierwszy wiosenny bukiecik.