czwartek, 3 marca 2011

pełnia szczęścia.

Dziwne zmęczenie. Życie na pełnych obrotach. Załatwianie tysiąca rzeczy naraz. Nic dziwnego, że po przeżyciu trzech dni w jednym zasypiasz w odpowiednio proporcjonalny sen.
 
Dzisiaj mija miesiąc. Ręce jeszcze bardziej splatają się w silniejszy i cieplejszy uścisk. Rzęsy wesoło podskakują ku górze. Równomierne dwa oddechy i dwa serca brzmią w tym samym tempie. Harmonia słów i kroków. Ciszy i dotyku. Delikatności i spontaniczności. Tak jest dobrze.