Mogłabym w nieskończoność mówić to słowo, żeby tylko jakoś czas szybciej minął. Ostatnio nic innego nie robię tylko czekam. Czekam na przyszłość, szkoda, że nawet nie wiem jaką. Stoję nad przepaścią i chyba wkrótce spadnę w dół. Jestem tego coraz bardziej pewna. Chociaż jestem we Francji, to dylematy i niepewność są identyczne. Co z moim życiem? Czy po Francji będę miała do czego wracać, coś nowego rozpocząć? Czy rzeczywistość jest aż tak brutalna, że z trudem udaje Ci się dostać na dzienne studia, a później kiedy je już kończysz nie możesz znaleźć pracy, bo studiowałeś i nikt cie nie potrzebuje? Za długo żyję nadzieją, że wszystko się ułoży. A tymczasem rzeczywistość jest inna. Zdecydowanie spada poczucie własnej wartości. Nigdzie się nie dostanę.
Mamy lipiec, czas na zmiany w nadmorskim miasteczku. Dużo turystów. Ostatnio same nowe twarze na placu zabaw. Odkąd skończyłam czytać polskie książki, które miałam ze sobą i czekam na następne, obserwuję bawiące się dzieci. Jakie było moje zdziwienie, kiedy podszedł do mnie jeden chłopczyk i sepleniąc mówi: chce mi się siku! Nie wierzyłam własnym uszom! On to powiedział po polsku? Polacy! Stałam razem z jej mamą przy dzieciach i pytam się: -Skąd jesteście? -Z Polski -Wiem, ja też. -Tak? Już myślałam, że to będzie zmarnowana szansa porozmawiania z Polakami w tym miejscu, ale po 10 minutach kobieta podeszła do mnie i zaczęłyśmy rozmawiać.
Sytuacja z Małą Złośnicą- w normie. Zależy od dnia. Od humoru. Od temperatury. Od ilości snu. Czasami klei się do mnie cały dzień, a czasami gryzie mnie jak tylko się wkurzy. Ćwiczę cierpliwość.
Wracam do mojego ulubionego zajęcia- czekania. Dam znać kiedy się czegoś doczekam.
"GdyPan Bóg drzwi zamyka, otwiera okno."