sobota, 3 lipca 2010

96. Marzycielsko.

Ta wyspa jest bardziej górzysta, wyboista i wznosi się wyżej ponad powierzchnię morza aniżeli sąsiednie wyspy. Porasta ją bujna roślinność, której nie można porównać z niczym na wybrzeżu. Wyspa ma 4 km długości i 2,5 km szerokości, a jej najwyższe wzniesienie - Mont Vinaigre- znajduje się 194 m n.p.m. Kilka domków rybackich, sklepów oraz mały kościół zdobią teren wokół zatoki, nad którą góruje Fort du Moulin. A mowa o Île de Port-Cros, wyspie, która z sąsiednimi wysepkami tworzy park narodowy obejmując obszar 700 ha na lądzie i 800 ha na morzu. 
Właśnie tutaj wybieram się jutro na wycieczkę z ciocią, która wykorzysując wolny dzień od koncertów, które daje z orkiestrą w Aix en Provance i przyjeżdża do mnie i zabiera mnie w to piękne miejsce. Dodatkowo może będzie okazja spełnić moje prowansalskie marzenie i pojedziemy na lawendowe pola. Nie pamiętam, w którym momencie zakochałam się w lawendzie, czy wtedy kiedy ją ujrzałam czy poczułam. Ale od kiedy to nastąpiło budzę się codziennie i zasypiam z zapachem lawendy. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że oprócz perfum, kosmetyków, pachnących woreczków produkowane są lawendowe lody, które koniecznie muszę znaleźć i spróbować, a także lawendowy miód! Nie muszę chyba wspominać, że marzę o sfotografowaniu lawendowych pól? A jeżeli jeszcze dalej mogę marzyć to chcę, żeby to było w ciekawej porze dnia, kiedy promienie słońca spokojnie muskają każdą lawendową gałązkę, czyli najlepiej wcześnie rano lub wieczorem o zachodzie słońca. Ostatnio odczuwam niesamowity brak gry świateł. Przez wcześnie zachodzące słońce z powodu zachodniego wzniesienia, niebo jest ciągle niebieskie, a jak zajdzie słońce od razu białe, a później robi się noc. Słońce jakby ciągle górowało, co zupełnie dyskwalifikuje je do robienia ciekawych kolorystycznie zdjęć. 
Marzenia się spełniają i czasami wystarczy tylko wypowiedzieć je na głos. Oby zadziałało i tym razem.