sobota, 1 maja 2010

71. Abiturienci.

Aż łezka się w oku kręci.
Czas mknie jak oszalały. Dopiero co przekraczałam mury tej szkoły i bałam się czy w ogóle się do niej dostanę. A teraz opuszczam ją. Szczęśliwie ją skończyłam. Ostatni dzwonek. Zapłakane, ale uśmiechnięte twarze. Duma rodziców po obejrzeniu świadectwa. Przed oczami mam 12 lat edukacji. Na samą myśl o tym miękną mi kolana i staje gula w gardle. Jakoś z pierwszych lat podstawówki rzucają mi się w oczy dramatyczne dla mnie chwile, kiedy np. zapomniałam piórnika. Jaka to była tragedia! Z wiekiem pułap był większy. Ale dalej nie chce mi się wierzyć, że to już koniec. Nie usłyszę dzwonka. Nie napiszę niezapowiedzianej kartkówki. I można by mnożyć przykłady. Idąc za słowami Leonidasa "Chodź i weź", które miał wypowiedzieć podczas wojny pod Termopilami, przyszliśmy do szkoły i wzięliśmy tyle ile mogliśmy. Nikt nam teraz tego nie zabierze. I dalej mamy "iść i brać", ale również i dawać! Iść z sercem. 
Jak stwierdziła nasza korepetytorka z matmy będziemy teraz w bardzo trudnej sytuacji. Skończyły się ramy, które nas kształtowały. Skończyły się struktury w których żyliśmy. Przyjaciele ze szkolnych ławek będą się oddalać coraz bardziej. A przed nami milion możliwości. Teraz dopiero zacznie się życie. 
Póki co nastrajam się pozytywnie przed egzaminami. Zauważam kwitnące kwiaty i zieleń roślin. Czuję słodkie zapachy na wieczornych spacerach. To bez? Przydatne metody: po pierwsze: lasoterapia. Po drugie: muzykoterapia. Po trzecie: aromaterapia. Po czwarte: chromoterapia. Po piąte: sylwoterapia. Po szóste: poezjoterapia. Po siódme: ...terapia, ...erapia, ...rapia, ...apia, ...pia, ...ia, ...a. 


To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku. [Winston Churchill]